ROZMYŚLnik

Dlaczego boję się śmierci

Od pewnego czasu nurtuje mnie pytanie: dlaczego właściwie boję się śmierci?

Odpowiedzi może być kilka, na przykład dlatego, że będę sama, że nie wiem co jest po śmierci, żal mi życia, tego co jeszcze nie zrealizowane, tyle jeszcze różnych doświadczeń przede mną, tyle planów. Chcę towarzyszyć moim bliskim w ich sukcesach, wspierać na różnych etapach życia. Chcę się zestarzeć z przyjacielem życia, wybudować dom, zwiedzić świat na motocyklu.
I tu nasuwa się kilka refleksji. Człowiek rodzi się, wzrasta, rozwija, dojrzewa by umrzeć. To naturalna kolej rzeczy, wpisana w życie każdej żywej istoty. Nie mniej gdy przyszłam na świat byłam otoczona ciepłem, miłością bliskich osób, które towarzyszyły w moim rozwoju. Sama świadomość, że coś się kończy a zaczyna coś nowego, co w doświadczeniu jest mi obce, sprawia że mogę odczuwać lęk. Lęk przed zmianą, przed utratą tego, co miałam dotychczas, niepewność, wewnętrzny niepokój.
Lęk przed śmiercią jest jednym z lęków pierwotnych, który występuje niemal od zarania ludzkości.
Różne cywilizacje podejmowały próby oswojenia tego zjawiska. Egipcjanie wierzyli w życie pozagrobowe, które miało być nagrodą za dobre życie na ziemi, Wikingowie dążyli do dobrej śmierci, czyli śmierci podczas walki, która miała zapewnić im miejsce u boku Odyna.
W naszej kulturze śmierć i życie po śmierci jest tematem tabu owianym raczej tajemnicą naszych przodków niż wiedzą potwierdzoną naukowo. A jeśli coś jest niezbadane, nie opisane pozostaje w strefie fantazji, domyśleń i wyobrażeń, zachęca do snucia scenariuszy.
Przyszłam na świat z określonym potencjałem energetycznym, genetycznym, temperamentalnym, żeby doświadczać życia. Być może mój potencjał jest zupełnie rozmyty, panicznie zależę od otoczenia, a za wszystkie trudności obwiniam świat i ludzi dookoła mnie. Albo mam potencjał do doświadczania życia przez pryzmat własnego ego, posiadam wizję idealnego świata, sztywne założenia, którymi się kieruję. Wówczas będę naprawiać świat, chronić siebie i innych przed tym, co nieznane, co poza moją kontrolą.
A być może dojrzały poziom świadomości pozwala na dystans do siebie i świata. Daje możliwość doświadczania świata takim, jaki faktycznie jest, bez spiny, narzucania własnych wyobrażeń i standardów. Zgoda na śmierć własną czy doświadczenie odchodzenia bliskich, to nie obojętność wobec życia i śmierci a respekt i szacunek do zjawisk, które przecież prędzej czy później nastąpią.
Czuję, że jeżeli odstawię na bok moje wyobrażenia oraz szablony myślowe to wizja śmierci przestaje wywoływać we mnie paniczną chęć życia a staje się motywacją, by doceniać piękno życia na co dzień.